2014-01-19

Bester Quartet w wybitny sposób zaplata w siebie tradycję żydowską i wiele innych inspiracji, tworząc porywającą, autorską wizję. W ostatnią sobotę znów potwierdził to w Poznaniu.

“Powiadają, że muzyka jednoczy w sobie trzy główne zasady: życie, ducha i duszę. Ale grą dzisiejszych muzykantów rządzi jedynie życie” – mówił Uri ze Strzelisk, jeden z bohaterów Opowieści chasydów Martina Bubera. Uwaga ta wydaje się zaskakująco aktualna, także dziś, także w kontekście wielu twórców odwołujących się do tradycji żydowskiej. Nie dotyczy wszakże zespołu Bester Quartet, który w minioną sobotę zagrał w poznańskim klubie Blue Note. Krakowska grupa udowodniła tego wieczora, że w swej twórczości łączy wszystkie trzy wspomniane zasady. Wielkie umiejętności techniczne oraz wybitna forma instrumentalna nie przesłaniają artystom również duchowego wymiaru, ani intelektualnego przekazu. Potrafią oni cieszyć się i bawić swoją muzyką, ale też skłonić słuchaczy do wielkiego skupienia.

Trafiony

Koncert zespołu odbywał się na zakończenie tegorocznego Dnia Judaizmu. Z jednej strony – wybór tego akurat zespołu wydaje się bezsprzecznie trafiony – mało który polski wykonawca (w dodatku czerpiący ze źródeł muzyki żydowskiej) odniósł w ostatnich kilkunastu latach tak znaczące międzynarodowe sukcesy. Z drugiej strony – mógłby ktoś powiedzieć, że to wybór paradoksalny: wszak przed kilkoma laty The Cracow Klezmer Band zmienił nazwę na Bester Quartet, m.in. dlatego, że owa “klezmerskość” przestała być podstawowym wyróżnikiem zespołu. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Warto potraktować tę symboliczną decyzję o zmianie nazwy jako gest pokory a nie pychy. Inaczej mówiąc: artyści nie chcieli mylić publiczności sugestią, że grają muzykę klezmerską, ale też przecież nigdy się od tradycji żydowskiej nie odcinali.

Nowe życie

Zwłaszcza, że przecież najnowsza płyta zespołu “The Golden Land” jest wypełniona kompozycjami Mordechaja Gebirtiga, słynnego krakowskiego twórcy i pieśniarza żydowskiego, zamordowanego podczas wojny. Mógłby więc ktoś nazwać tę płytę swego rodzaju powrotem kwartetu do żydowskich tematów. Choć znów – jak to było zawsze w historii zespołu – jest to tradycja przefiltrowana przez wrażliwość i aranżacyjny smak Jarosława Bestera. Dość lekkie w innych wykonaniach piosenki Gebirtiga, tu stają się pretekstem do fascynujących improwizacji na styku klezmer-jazzu i współczesnej kameralistyki. Przefiltrowane przez wyobraźnię Bestera zyskują nowe życie.

Sobotni koncert wyraźnie to potwierdził. Utwory Gebirtiga pojawiały się obok autorskich kompozycji lidera – i wspaniale się wzajemnie zaplatały, tworząc razem spójną, frapującą opowieść. Grupa wypracowała bowiem tak charakterystyczny własny język, że nawet sięgając dla klasyki żydowskiego repertuaru, opowiada go po swojemu.

Mocna więź

Lider grupy to – jako się rzekło – znacząca muzyczna osobowość i wirtuoz akordeonu guzikowego. Siłą grupy jest jednak też mocna więź między muzykami, wynikająca zarówno z faktu, że trzej członkowie kwartetu współpracują ze sobą już od szesnastu lat, ale też i z tego, że hołdują podobnej estetyce. Obok lidera są to: świetny skrzypek Jarosław Tyrała oraz Oleg Dyyak – grający również na akordeonie, ale też na klarnecie, duduku i (w ostatnich latach sukcesywnie rosnącym) zestawie instrumentów perkusyjnych. Ten czwarty to Mikołaj Pospieszalski (znany też z zespołu DagaDana) – najmłodszy wiekiem i stażem, ale też znakomicie wpisujący się w brzmienie zespołu i jego filozofię grania.

Klimaty

Oczywiście nie zabrakło podczas koncertu błyskotliwych, wirtuozowskich utworów, w których artyści mogli pokazać swą instrumentalna klasę. Publiczność doceniła jednak też te bardziej melodyjne i liryczne tematy, jak choćby zagrany przez Dyyaka na duduku Prologue i bezpośrednio z nim związany Solitude. W tym pełnym poetyckiego niemal natchnienia utworze, zespół pokazywał jak doskonale potrafi operować nastrojem. Ujmująca jest ta refleksyjna natura kompozycji zespołu – z delikatnie szkicowaną, zwiewną melodyką, przyprawioną finezyjną aranżacją i czujnym współdziałaniem wszystkich czterech artystów (podobnie realizowana też choćby w utworze The God-Forsaken).

Idiom

Skoro mówiliśmy o inspiracjach grupy czy skojarzeniach, jakie budzi dziś jej twórczość – to jest ich dziś bardzo wiele, ale też w porywający sposób zostają sprowadzone do autorskiego idiomu. Oczywiste są tu bowiem nie tylko wspomniane źródła kultury żydowskiej, ale też współczesnej muzyki improwizowanej i kameralnej, dalej: twórczość (i cała idąca za nią estetyka) Astora Piazzolli, ale również muzyka Bliskiego Wschodu i Europy Środkowej. Potrzeba jednak silnej, autorskiej wizji, która spoiłaby w całość tak różnorodne (i wielowątkowe) inspiracje. Jarosław Bester ma taką wizję i wraz z kolegami potrafi ją rewelacyjnie zrealizować. Sobotni wieczór w Blue Note był znakomitą okazją, by się o tym przekonać.

Tomasz Janas

Bester Quartet
koncert w Blue Note
18.01

http://kultura.poznan.pl/

Najbliższe
Koncerty