Przemiany dokonują się z reguły powoli i są nieuchronne. Krakowska formacja The Cracow Klezmer Band do zmiany nazwy dojrzewała pewien czas. Teraz jej muzycy pod nowym szyldem Bester Quartet nagrali płytę “Metamorphoses” i jeszcze udowodnili, że przeobrażanie się to proces niezwykle fascynujący.

Historia była następująca. Najpierw czterech gruntownie wykształconych muzycznie instrumentalistów założyło grupę The Cracow Klezmer Band, której demo do tego stopnia spodobało się nowojorskiemu guru Johnowi Zornowi, że postanowił wydawać albumy Polaków w swojej wytwórni Tzadik. Sugerująca się nazwą formacji publiczność stopniowo zaszufladkowała ją jako specjalizującą się w muzyce klezmerskiej, choć twórczość TCKB daleko wychodzi poza przypisywane jej ramy gatunkowe. Jednak, jak powszechnie wiadomo, w sztuce etykietka raczej hamuje rozwój i za jej sprawą to, co mogłoby się stać oryginalne, powszednieje. Aby uniknąć podobnego finału po nagraniu sześciu znakomitych albumów The Cracow Klezmer Band żegna się z… dawnym szyldem i rozpoczyna żmudny proces wdrożenia w publiczny obieg nowego – Bester Quartet (utworzonego od nazwiska lidera-Jarosława Bestera). Na nowy album, już z nowym kontrabasistą (Wojciecha Fronta zastąpił Mateusz Pospieszalski) przyjdzie poczekać znacznie dłużej niż trwa przyswojenie zmienionej nazwy-okrągłe pięć lat.

“Metamorphoses” jest krążkiem oszałamiającym, tętniącym energią, soczystymi barwami, ze zmieniającymi się jak w kalejdoskopie klimatami, nastrojami i muzycznymi inspiracjami.
Tytułowy utwór to popędzana wyrazistym rytmem gonitwa, do której włączają się stopniowo kolejne instrumenty (najpierw kontrabas, potem perkusja, akordeon, wreszcie skrzypce), w finale rozpętuje się prawdziwe muzyczne szaleństwo. Jeśli w tak gwałtowny sposób rozgrywała się metamorfoza krakowskiej grupy, efekty są zdumiewające.

W ciągu kilku ostatnich lat nastąpiła prawdziwa eksplozja nowych pomysłów. Są linki do dawnych płyt-zwłaszcza w refleksyjnym “The God-Forsaken” (z nostalgiczną solówką na kontrabasie, poruszającą na trąbce -gościnnie świetny gdańszczanin Tomasz Ziętek), a także motorycznym “The Time of Freedom”, którego pierwsze takty przypomną niektórym początek utworu “The Colors of The Heavens” z krążka “Bereshit”. Przede wszystkim jednak na “Metamorphoses” można dostrzec triumf niczym nieskrępowanej muzycznej wyobraźni popartej poszukiwaniami i rozmaitymi inspiracjami- odrobinę klasyką (w ostatnim fragmencie “The Spectre” pobrzmiewają echa “Wariacji na temat Paganiniego” Witolda Lutosławskiego), muzyką Wschodu i Bliskiego Wschodu, trochę Astorem Piazzolą, trochę bardziej klimatami klezmerskimi.

Uznanie musi budzić przemyślana konstrukcja każdego z utworów, umiejętność stworzenia przez artystów konkretnego nastroju i całkowitą z nim identyfikację słuchacza, genialne frazowanie i iście jazzowy feeling. To zasługa charyzmatycznego założyciela- akordeonisty Jarosława Bestera, Jarosława Tyrały-skrzypka o niezwykłej wrażliwości i wyobraźni, Olega Dyyaka, bez którego perkusji, czy gry na duduku w utworach Bester Quartet nie byłoby ognia i wreszcie Mikołaja Pospieszalskiego śmiało zakotwiczonego już w grupie. Po “Metamorphoses” trudno prosić o następną płytę.
Niech więc będzie, kiedy ma być, fani cierpliwie poczekają.

Magdalena Talik - kulturaonline.pl

Najbliższe
Koncerty