Niewielka publiczność to dla wykonawcy powód do rozczarowań. Nie tym razem, bo na koncert Bester Quartet w ramach Ethno Jazz Festival przyszli do Synagogi pod Białym Bocianem fani, którzy doskonale wiedzieli, po co kupili bilety.

Jarosław Bester w wielu rozmowach, także tej dla „Kreatywnego Wrocławia” wyjaśniał, że zmiana nazwy z bardziej kojarzonej The Cracow Klezmer Band na uniwersalną, ale zarazem mniej rozpoznawalną Bester Quartet nie odbyła się bezboleśnie. Zespół przez pewien czas musiał niejako na nowo budować markę, choć wykonywana przez niego muzyka się nie zmieniła. Nie nagrał natomiast nowej płyty, już pod szyldem Bester Quartet. Teraz się to zmieni. W czerwcu ukaże się wyjątkowo długo oczekiwana płyta „Metamorphoses” (nagrana ponownie dla nowojorskiej wytwórni Tzadik), a koncerty, jakie muzycy grają teraz w Polsce są przygotowaniem publiczności na zupełnie nowy materiał. Znacznie trudniejszy, bardziej wymagający, o bardziej wirtuozowskim charakterze, momentami brzmieniowo „brudny” i mroczny, momentami zadziwiająco rubaszny, a nawet ironiczny (jak we fragmencie „Zjawa”, który wybrzmiał na bis), albo refleksyjny i intymny („Opuszczony przez Boga”).

Fani Cracow Klezmer Band, którzy czekali na najbardziej popularne utwory z poprzednich krążków (choćby zjawiskowy „Memento mori”, czy „Recollections of the Past”) usłyszeli jedynie „The Colours of the Heavens”. Wszystkie pozostałe kompozycje to premierowe wykonania, a program koncertu Jarosław Bester z zespołem ułożyli pod kątem zarówno numerów z „Metamorphoses”, jak i aranżacji utworów Mordechaja Gebirtiga, barda krakowskiego Kazimierza, które trafią, prawdopodobnie, na jeszcze inną płytę.

Na czwartkowy koncert nie dotarło wielu fanów Bester Quartet, ale ci, którzy przyszli okazali się najbardziej wymarzonymi z możliwych. Nie dlatego, że zgotowali owację na stojąco. Słuchali całymi sobą, z zaangażowaniem, które dziś artystom coraz trudniej sprowokować. Jednak dawny The Cracow Klezmer Band od początku kariery wywołują na koncertach live intensywne emocje, a słuchacz czuje się odurzony zarówno muzyką, która teraz bardziej niż kilka lat temu wydaje się oniryczna, zawieszona między jawą i snem. To zasługa każdego z członków formacji, przede wszystkim Jarosława Bestera, akordeonisty po prostu genialnego, czy Olega Dyyaka, multiinstrumentalisty, doskonałego perkusisty, akordeonisty i klarnecisty zakochanego w muzyce i przeżywającego ją każdym centymetrem ciała.

Magdalena Talik - kreatywnywroclaw.pl

Najbliższe
Koncerty

Wkrótce nowy plan koncertów