Znawcy mówią, że jego poezja i muzyka swoją impresją najpiękniej opisywały urok krakowskiego Kazimierza. Spuścizna po Mordechaju Gebirtigu, cieśli, poecie, pieśniarzu i muzykancie, który nigdy nie wyściubił nosa poza rodzinne miasto, zachwyca nieustannie. Tym razem tematy tworzącego w jidysz artysty zniewalająco interpretuje nasz wybitny akordeonista Jarek Bester.

„The Golden Land” to już kolejna produkcja naszego wirtuoza dla słynnej nowojorskiej wytwórni Johna Zorna – Tzadik. W towarzyszącym mu zespole znaleźli się: skrzypek Jarosław Tyrała, kontrabasista Mikołaj Pospieszalski i grający na bajanie, klarnecie i perkusjonaliach Oleg Dyyak. Wszyscy tworzą stałą formację Bestera, jego znakomity, sygnowany nazwiskiem akustyczny kwartet. Gościnnie pojawiają się tu również: Tomasz Ziętek (trąbka), Magdalena Pluta (wiolonczela) i Marcin Malinowski (klarnet basowy).

Muzycy nadają często niezwykle prostym tematom Gebirtiga całkiem nowe oblicze. Raz wklejając wiele elektronicznych przetworzeń, budujących dosyć mroczne tło („Dos Lidl Fun Goldenem Land”), kiedy indziej, jak w „Sholymele Liber” czy poprzedzonym pięknym akordeonowym wstępem „Oy, Briederl’ L’Chayim”, dostajemy prawdziwą klezmerską feerię motywów i błyskotliwych fraz.
Bywa że zespół prowadzi nas ścieżką nostalgii („Kinder Yoren”) i przyprawia o zdumienie, bowiem spisane onegdaj przez muzykologa Juliusza Hoffmana tematy żydowskiego twórcy zdają się żyć drugim życiem w naszej muzycznej tradycji. Nic dziwnego, wszak muzyka jidysz zasymilowana była zawsze z lokalną twórczością rejonów, w których powstawała. Granice się zacierały, a melodie trwały zarówno w żydowskiej, jak i naszej ludowej tradycji. Bester i jego koledzy potrafią ucieszyć nas ulotną dźwiękową zabawą, jak choćby w powiewającym francuskim swingiem „Oreme Shnayderlech” czy galopującym temacie „Reysele”. Album zamyka dramatyczne „Kivele”, idące tropem najlepszych światowych dokonań nurtu z pogranicza jazzu i world-music.

„The Golden Land” to kolejny wspaniały album Bestera i jego kolegów, tym bardziej cenny, że przypomina o Gebirtigu, postaci wpisanej w krajobraz Krakowa i Kazimierza jak Planty, opisującej swoje miasto i miłość do niego strofami i frazami tak przejmującymi, że zachwycają do dzisiaj swoją siłą, ale i tragedią:

Krakowie, bądź mi pozdrowiony; przed domem czeka zaprzężony wóz, jak psa mnie gnają stąd, ostatni raz widzę może; miejsce tak bliskie i znajome, na grobie matki wypłakałem serce, ostatnią łzą zwilżyłem kamień ojca, święta ta ziemia…

Piotr Iwicki - Jazz Gazeta - Numer 529

Najbliższe
Koncerty